Bardzo często mi się zdaje, że moje życie biegnie od świąt do świąt. Dziwnym zrządzeniem losu przypadają mi wtedy zadania, które mogłyby przynieść ujmę prawdziwemu mężczyźnie. Zdążyłem już przywyknąć do niewdzięcznej roli Świętego Mikołaja, świątecznego zajączka, pluszowej zabawki do przytulania. Te wszystkie zadania ku ogólnej radości domowników, o ironio! zostały mi przydzielone przez moją żonę, która potem w zupełnie innych sytuacjach śmie skarżyć się, że: “Mężczyźni są jak dzieci!”. I co istotne: w końcu staje się tak, że zadanie zakupu świątecznych prezentów zawsze spada na mnie. Żona mi mówi: “Doskonale sobie radzisz z dziećmi… ty najlepiej obracasz się w tych wszystkich gadżetach i zabawkach, których one pragną. Ona uważa, że prezenty dla dzieci tak naprawdę niewiele różnią się od prezentów dla facetów, i że tak naprawdę można by je popodmieniać i wszyscy byliby ukontentowani.
Kończy się jednak na tym, że trzeba kupić pociechom jej siostry jakieś ciekawe zabawki, które nie zniszczą się po miesiącu, to Ja, właśnie Ja okazuję się być najbardziej pomocny. Któż inny uczyniłby dzieciakom więcej szczęścia niż ja. Zawsze znajdę im w sklepie internetowym jakieś naprawdę wyjątkowe gadżety, tak że potem radości i ekscytacji na ich buziach nie jest w stanie zetrzeć nawet ględzenie ich matki: “zaraz mi coś tym potłuką”, “trzeba teraz będzie do tego jeszcze dokładać, a ileście na to wydali”, “to teraz módlcie się, żeby przesli do następnej klasy”. W tym czasie ja tylko uśmiecham się sarkastycznie. Nie muszę chyba wspominać, że nie przepadam za siostrą Alicji. Człowiek, który na każdą Gwiazdkę “uszczęśliwia” mnie którymiś z kolei 10-cioma parami obciachowych slipek, nie może oczekiwać mojego szacunku. Z przykrością stwierdzam, iż kobiety umieją tylko kupować upominki dla innych kobiet. No i dobrze, bo ja tymczasem zupełnie nie znam się na upominkach. Dlatego zawsze dostaje ode mnie coś bardzo “praktycznego”.
Za to całkiem dobrze (w zupełności zgadzam się tu z żoną) orientuję się w gadżetach, bo sam mam ich dużo. Dlatego też żona nieraz karci mnie, kiedy dostaję paczkę z kolejną - jak to ona mówi - “zabawką”. Dobrze, niech jej będzie, niech to sobie tak nazywa. Potwierdzam słowa tych, którzy mówią, że mężczyźni nigdy nie wyrastają z zabawek. Stają się one po prostu droższe i bardziej ekstrawaganckie. Tutaj potwierdzam: jestem w stanie wydać na nie całą 13-stkę.
Ostatnio na przykład kupiłem w necie taki zestaw: kamerka na statywie i zielone tło. Nagrywam się; zamiast zielonego tła podkładam jakieś wideo: samolot na wyspy Bahama, nagranie islamskich terrorystów albo krwawą jatkę w Kaszmirze; a potem wysyłam filmik do żony. Zgadnijcie jaką ma wtedy minę, kiedy odbiera maila na służbowym laptopie. Pewnie identyczną jaką miała “mamusia”, kiedy dałem jej stylową Lampę-sylwetkę Pana P, który ma “przełącznik” w kroczu. Postąpiłem tak z typową dla mnie złośliwością, wiedząc jak matka mojej żony przesadnie oszczędza światło. To niech sobie teraz poprzełącza. To jakby ktoś lubił zabawne prezenty.
Na prezentach edukacyjnych też się znam. Jeszcze trochę i czeka mnie okoliczność. Będzie to 18-stka syna mojego brata. Chciałbym zatem ofiarować mu edukacyjną zabawkę, bo wiem, że nieprędko chłopak którąkolwiek zaliczy. I pomyśleć, że lalki to zabawki nie tylko dla małych dziewczynek Czyż wujo nie ma powalających pomysłów na ciekawe i śmieszne prezenty?